Dwa lata temu poproszono mnie o pomoc przy transporcie i przechowaniu dużej, ciężkiej donicy. Czy odmówiłbym landlordowi? Przeczytajcie historię pewnej uprawy konopi.

Pomieszkiwałem kiedyś w pewnej spokojnej, zalesionej okolicy. Jej charakter ułatwiał nieskrępowane rozwijanie zainteresowań związanych z Cannabis. Jedynym problemem byli chyba tylko współlokatorzy, którzy chętnie palili marihuanę. Niestety, mieli oni problemy z jej zakupem na własną rękę. Stąd mimowolnie stałem się ich pomagaczem, co wiązało się z wieloma nieporozumieniami.

Największym nieporozumieniem okazała się jednak uprawa konopi prowadzona przez właściciela mieszkania. Postanowił on wysiać nasiona otrzymane od kolegi, którego poznałem już wcześniej. Powiedzmy, że wcześniej pomieszkiwałem u tego kolegi, a z czasem dołączył on do nas jako lokator. Jak się okazało, wspomniane nasiona pochodziły z marihuany, którą udawało im się załatwiać bez mojego pośrednictwa. Tak zwane nasiona z tematu.

Pewnego dnia właściciel przyszedł do zajmowanego przeze mnie pokoju, oświadczając, że zaraz mają odwiedzić go pracownicy opieki społecznej. W związku z tym planował ukryć w tym właśnie pokoju donicę. Na szczęście znajdowała się ona na podstawce wyposażonej w kółka. Nie lubię zapowiadania gości na ostatnią chwilę, ale nic już nie mogłem zrobić.

Nasiona zostały wysiane wprost do donicy, między rosnącą już roślinę. Według zapewnień właściciela nie miało być jeszcze widać, że mamy do czynienia z marihuaną. No, ale sami wiecie… Nie każdy pracownik socjalny swoją wiedzę na temat narkotyków posiadł na przełomie lat 80. i 90. Nie wszyscy wierzą, że śmiercionośna marihuanina wygląda jak pokruszone liście lebiodki (czyli majeranek), podawana jest dożylnie, a uzależnić fizycznie czy nawet zabić może już od pierwszej dawki. Warto było więc schować gdzieś te roślinki. Potrzebna była do tego więcej niż jedna osoba. Donica stała na tarasie i trzeba ją było tylko przenieść przez próg, co w końcu się udało.

Chwila prawdy

Po zakończeniu tej operacji przystąpiłem do oględzin, aby sprawdzić, jak roślina bytująca już wcześniej wpłynęła na wzrost konopi wysianych obok. Szukam, szukam i nie mogę znaleźć. W pierwszej chwili pomyślałem: może obumarło? Faktycznie, [dostępu do] światła trochę mało. Poza tym nie ma przecież gwarancji, że nasiona z tematu będą odpowiedniej jakości (albo, że były odpowiednio przechowywane). Może ślimaki zjadły? Wołam właściciela i pytam:

– Które to dokładnie?
– No, to.
– Ale co?
– To wszystko.

Zdjęcie przedstawia niezidentyfikowaną roślinę doniczkową. Widoczne są zielone liście różnej wielkości. To na pewno nie jest uprawa konopi.

Tak. Właśnie tak. To. Właśnie to. Oto co wyrosło z nasion znalezionych w „marihuanie”, którą kupowali i jarali moi znajomi. Czy ktoś wie, co to za roślina?

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że moja partnerka, która już wcześniej widziała tę roślinę, informowała właściciela, że ani trochę nie przypomina jej konopi, które znała. Właściciel stwierdził jednak, że co tam baby mogą wiedzieć. I powiedział to człowiek, który pozoruje na feministę, w rzeczywistości będąc zwykłym simpem.

Cóż, ja też nie omieszkałem wspomnieć, że niestety, ale nie są to konopie. Niedowierzaniom początkującego growera nie było końca. Jeszcze kilka razy wskazywał mi na kolejne odnogi tej samej rośliny, pytając: „a to?”, „na pewno nie?”, „a może to?”, „ale jak to? Przecież…”.

Czułem wtedy zażenowanie podobne do tego, które towarzyszyło mi podczas oglądania filmu Blow z 2001 r. opisującego historię Georga Junga. Niejaki Tuna, grany przez Ethana Suplee’a, przyniósł wielką samarę, myśląc, że jest to marihuana, którą zakupił z myślą o handlu. W odpowiedzi usłyszał: „oregano? (…) Dałeś się zrobić”.

Dla kogo uprawy konopi?

Moim zdaniem większość użytkowników Cannabis w Polsce nie ma o nich zielonego pojęcia. Dotyczy to zarówno osób stosujących je w celach rekreacyjnych jak i leczniczych. W tym drugim przypadku niesie to za sobą, patrząc po internetowy wypowiedziach, chyba nawet większe zagrożenia.

Wielu klientów jest oszukiwana przez sprzedawców zarówno co do jakości jak i ilości. Słyszałem nawet historię o kolesiu, który dostawał wbitę jako sztukę. Wbita wynosi mniej więcej 0,1 grama, sztuka zaś powinna wynosić jeden gram. Ten człowiek płacił 50 zł za coś, co warte było dziesięciokrotnie mniej, kupując niekiedy dwie sztuki. Pierwsza spalana była z dilerem (zgodnie z dobrym obyczajem), druga zaś przeznaczana na następny dzień wyłącznie na użytek własny.

O tym jak źle to wygląda w Polsce, może świadczyć rozbieżność wśród biegłych sądowych, którzy zeznają, że tzw. porcja handlowa może wynosić nie tylko jeden, ale nawet pół grama. Moje doświadczenie w tym zakresie jest takie, że pomagając znajomym, często słyszę pozytywne uwagi co do ilości. A przecież ja nie dodałem czegoś ekstra. Ja po prostu nie odbiłem sobie czegoś, jak to zazwyczaj ma miejsce. Jeśli zdamy sobie sprawę z tego, przez ile rąk potrafi przejść marihuana, którą ostatecznie otrzymujemy i założymy, że choćby co druga osoba w tym łańcuchu postanowi odbić sobie co nieco, łatwo zrozumiemy, czemu sztuka rzadko kiedy wynosi jeden gram. Niektórzy tak prowadzą swoje interesy, że właściwie nic na tym nie zarabiają – co najwyżej mają trochę darmowego jaranka dla siebie.

Jeśli chodzi o jakość, czasami słyszę od osób, którym zdarza mi się pomagać, jakie to ja mam zajebiste ziółko i chyba „zmienię dilera” (tak jakbym był, kurwa, jakimś dilerem). Prawda jest taka, że nie jestem jakimś weed-masterem. Jestem tylko zwykłym, szarym konsumentem, który najczęściej ma dostęp do tego, czego żaden szanujący się, legalnie działający sklep na Zachodzie nie włączałby do swojej oferty. Nie pomagam komuś w uzyskaniu dostępu do marihuany, jeśli wiem, że mógłbym załatwić jakieś gówno, na które – na szczęście coraz rzadziej – zdarza mi się trafiać. Wychodzi więc na to, że wiele osób pali jednak gówno, skoro to, co ja sam uznaję za średniawkę jest wychwalane przez jaraczy. Jak się okazuje, jaraczy gówna.

Niekiedy zdarza się, że taki użytkownik-ignorant postanawia zostać domorosłym rolnikiem. Jakby nie patrzeć, wsadzenie nasiona (błędnie zwanego pestką) do gleby może się odbyć bez jakiejkolwiek wiedzy z zakresu fizjologii roślin. Stąd te wszystkie posty na facebookowych grupach, co do których można się zastanawiać, czy zostały napisane na poważnie.

Minęły już prawie dwa lata od tych wydarzeń, a ja nadal co jakiś czas zastanawiam się, co oni musieli kupować, że znalazły się tam takie nasiona? Co oni musieli palić?

Historie takie jak powyższa są dla mnie dowodem na to, że edukacja konopna potrzebna jest nie tylko wśród osób uprzedzonych do tej rośliny, ale również wśród samych jej użytkowników. A skoro jesteśmy już przy temacie uprawy konopi, polecam wpis z sierpnia 2019 roku, w którym przedstawiłem swoje opinie na temat tego jak wybrać miejsce do uprawy konopi.

Kącik muzyczny

Stara Apteka jako odskocznia od nowego pop-rapu. Trójmiasto chyba od zawsze wiodło w Polsce prym jeśli chodzi o muzyczną alternatywę (przynajmniej w przypadku muzyki gitarowej). A jeśli już jesteśmy przy Trójmieście, to przypominam, że w weekend 7–8 maja odbędą się tam targi konopne Kanaba Fest, które mam w planach odwiedzić. Gorąco zachęcam do tego samego.

Ilustracja tytułowa: American Gothic Granta Wooda (1930). Twórczość tego amerykańskiego malarza przeszła do domeny publicznej 1 stycznia 2013 roku. Perypetie prawnoautorskie jego najsłynniejszej pracy są trochę bardziej skomplikowane. Domek uwieczniony na obrazie istnieje do dziś.

Kategorie: FelietonyMityUprawa

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *